Strefa polskiego

Andrzej Markowski: Denerwują mnie próby manipulacji słowem

Z profesorem Andrzejem Markowskim rozmawia Sabina Bauman 

Panie profesorze, językoznawca kojarzy się potocznie z kimś, kto arbitralnie określa, co w języku jest dobre, a co złe. Na czym tak naprawdę polega praca językoznawcy?
 
Zadaniem językoznawcy jest przede wszystkim opis faktów językowych, ale również nauczanie języka polskiego jako rodzimego i obcego oraz przygotowywanie materiałów związanych z taką edukacją, czyli tworzenie gramatyk, słowników, podręczników. Część badaczy, ja do nich należę, zajmuje się również wartościowaniem faktów językowych pod kątem zgodności z normą, ze zwyczajami społecznymi. Warto jednak pamiętać, że nie wszyscy badacze uważają, że należy wartościować zjawiska językowe. Wielu twierdzi, że trzeba skoncentrować się raczej na ich opisie, to znaczy stwierdzać, jak jest, a nie - jak być powinno. Społeczeństwo domaga się tymczasem oceny faktów językowych, czyli jasnego określenia, czy coś, co występuje w żywej mowie albo na piśmie, jest zgodne oczekiwaniami, jakie stawiamy polszczyźnie – to znaczy, czy ktoś mówi lub pisze poprawnie lub niepoprawnie.

Jakie tendencje dominują we współczesnej polszczyźnie?

We współczesnej polszczyźnie coraz większy nacisk kładzie się na szybkość przekazu. Stąd skłonność do skrótowości i upraszczania języka. Obserwujemy też niestety tendencję do zacierania różnic stylistycznych, to znaczy do wykorzystywania w gatunkach publicznych, a nawet oficjalnych, słownictwa potocznego, często bardzo niewyrafinowanego i pospolitego. Mamy także skłonność do upodabniania polszczyzny do jedynie słusznego języka, czyli do angielskiego.
 
Jedną z najnowszych odmian polszczyzny jest język Internetu. To medium ni stąd ni zowąd zmusiło miliony Polaków do wyrażania swoich poglądów – bądź co bądź - na piśmie. Jak ocenia pan internetową odmianę polszczyzny?

Proszę zauważyć, że w Internecie, obok form, które doskonale znamy, choćby z gazet, występują całkiem nowe. Do tych nowych należą na przykład blogi, czaty, a po części także korespondencja internetowa, czyli e-maile. Tak jak pani zauważyła, Internet sprawił, że nagle kilka milionów Polaków zaczęło pisać, i to w dodatku publicznie. Dotąd większość z nas nie pisała w ogóle, a już na pewno nie publicznie.

Czym się więc charakteryzuje ten nowy język?

Język Internetu jest bardzo specyficzny - łączy w sobie cechy polszczyzny mówionej i pisanej. To bardzo istotne. Trudno w tej chwili powiedzieć, jakie normy powinny obowiązywać w Internecie, ponieważ to medium rządzi się swoimi prawami. Rozmawiając na czacie, musimy formułować swoje myśli na tyle szybko, by komunikat pozostawał aktualny i atrakcyjny dla odbiorcy. Nie ma czasu na rozważania dotyczące stylu wypowiedzi, a nieraz i ortografii. W blogach internetowych staramy się wyrazić siebie w sposób najbardziej przekonywający dla innych, blog jest przecież tworzony z myślą o odbiorcy. Jednocześnie mamy do dyspozycji wyłącznie pismo, wzbogacone ewentualnie emotikonami. Polszczyzna, z jaką spotykamy się w blogach, jest więc często bardzo egzaltowana, czasem wręcz wulgarna.

Co pana denerwuje w języku Polaków?

Denerwują mnie wypowiedzi nieprzemyślane językowo, które zdradzają niedowład logicznego myślenia. Irytuje mnie również bezmyślne powtarzanie pewnych utartych sformułowań, określeń, które są modne, a które świadczą o tym, że nadawca tak sformułowanego komunikatu naśladuje sposób mówienia kogoś innego. Oczywiście, denerwują mnie także wszelkie próby manipulacji słowem. Ostatnio przeczytałem w Internecie wiadomość, że były kochanek żony prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego będzie teraz czołowym doradcą głowy państwa francuskiego. Potem okazało się, że nie chodziło o żadnego kochanka, ale o byłego męża Carli Bruni. Sama pani przyzna, że słowo kochanek ma inne konotacje niż mąż. Sensacyjny ton informacji okazał się ważniejszy niż jej wartość merytoryczna.

Domowa biblioteczka statystycznego Polaka zawiera żelazny zestaw słowników języka polskiego. Wiele z tych książek zostało jednak wydanych kilkanaście albo kilkadziesiąt lat temu. Czy słownik może mieć aż tak długi ‘termin ważności’?

Słowniki należy co jakiś czas aktualizować, uzupełniać i modyfikować. Polszczyzna zmienia się stale, pojawiają się w niej nowe wyrazy i, jako autorzy słowników, powinniśmy starać się za tymi zmianami nadążyć. Proszę zauważyć, że także w życiu publicznym pojawiają się nieustannie nowe osoby, a więc i nowe nazwiska polityków, sportowców czy piosenkarzy. Jeśli dana osoba nie jest gwiazdą jednego sezonu, jej nazwisko powinno znaleźć się w aktualnym słowniku ortograficznym i poprawnej polszczyzny.

Czy językoznawca pana formatu korzysta ze słowników poprawnej polszczyzny?

Oczywiście! Codziennie korzystam z różnych słowników, w tym także ze słowników poprawnej polszczyzny. Zaglądam nie tylko do źródeł drukowanych, ale i elektronicznych.

Bardzo dziękuję za rozmowę.