Strefa polskiego

TY DYKTUJESZ - konkurs rozstrzygnięty!

W hipermarkecie

Na dworze szaruga i mżawka, więc pan Ambroży bez wahania zrezygnował z odbywanego co dzień spaceru i udał się do nowo otwartego hipermarketu na obrzeżach miasta. Tuż przy drzwiach ujrzał co najmniej trzech ochroniarzy, mających go strzec przed ohydnymi wybrykami chuliganów i hultajów bez krzty moralności. Tuż obok wejścia nagroda dla szczęśliwca - obracający się wkoło ford focus. Ambroży stanął bezradnie w jaskrawożółtych światłach i nie bardzo wiedział, dokąd by się udać. Ludzie wędrowali bez żadnego porządku - w skos i w poprzek, na wprost i z powrotem. Ująwszy pewnie wózek, ruszył po prostu przed siebie. Wprawdzie potrzebował tylko chleb i mleko, ale wcześniej musiał przemierzyć nie najkrótszy ciąg stoisk przemysłowych. Tu skarpetki, tam koszula, warto by jeszcze kilka śrubokrętów, przydałyby się żarówki i parę baterii - wózek napełniał się niepostrzeżenie.

Wreszcie sektor spożywczy. Czegóż tam nie było Niezliczone ilości serów, piętnaście gatunków grahamek i kajzerek, piętrzące się stosy wędlin, halibuty i tołpygi, chałwa waniliowa i sezamowa, orzechy włoskie i arachidowe, a wszystko w superpromocji za półdarmo. Żmudne poszukiwania stoiska z przetworami wkrótce przyniosły pomyślne rezultaty. Ambroży stanął przed półką z dżemami, ale wyciągnąwszy rękę, cofnął się czym prędzej. Pół tuzina morelowo-brzoskwiniowych konfitur, wysoko- i niskosłodzone dżemy z jagód i jeżyn, tu Winiary, tam Amino, tu Andros, tam Pudliszki. Zdezorientowany zamknął oczy i spośród dziesiątków słoi wybrał jeden na chybił trafił. Dżem ledwie zmieścił się w wypełnionym po brzegi wózku. Zrazu chciał jeszcze uzupełnić zapas środków higienicznych, ale rozważając wszystkie za i przeciw, strwożony zawartością portfela i wizją debetu na koncie, skierował się ku kasom.

Z lekka zażenowany patrzył na arcymiłe kasjerki ubrane w czerwone czapeczki krasnoludków. Nadzwyczaj grzecznie witały każdego z klientów, ale ich podkrążone oczy zdradzały niemałe zmęczenie. Pan Ambroży powiedział uprzejmie: "Do widzenia", lecz w duchu zarzekał się, że następnym razem uda się do osiedlowego sklepiku.

Mariola Maciaszek